Książka ukaże się w 2026 r., wyd. Novae Res

„Tylko nie idź w stronę światła – słyszałam głos, patrząc na siebie leżącą na kanapie w salonie. Tata siedział na fotelu i oglądał prognozę pogody.


– A śniegu jak nie było, tak nie ma. Nadchodząca noc będzie również pochmurna. Deszcz ominie południowo-wschodnią część kraju. Na pozostałym obszarze słabe opady deszczu.

Leżałam pod kocem, spałam. Moja świadomość unosiła się wysoko nad moim ciałem na kanapie. To moje świadome „ja” zawieszone w powietrzu raz delikatnie opadało w dół, a raz unosiło się coraz wyżej. „Tylko nie idź w stronę światła” – usłyszałam i natychmiast podniosłam się na kanapie.


– O matko! – krzyknęłam, czując, że serce bije mi jak oszalałe.
– Co się stało? – zapytał tata, wstając z fotela.
– Nie wiem, coś dziwnego mi się przyśniło.
– Jesteś cała rozpalona! – powiedział tata, dotykając mojego czoła. – Masz straszną gorączkę!

– To był sen? Miała Pani wtedy gorączkę? – próbowałam wytłumaczyć wydarzenie sprzed lat, które, mimo upływu czasu, wciąż tkwiło w mojej pamięci. Za każdym razem, gdy o tym myślałam, czułam ten sam lekki niepokój. – Pewnie w dzieciństwie naczytałam się Życia po życiu i teraz moja wyobraźnia szaleje.

Psycholożka przekrzywiła lekko głowę.

– Czy podobne zjawiska powtórzyły się w pani życiu?
Zawahałam się. Palce mimowolnie zaczęły bawić się bransoletką.
– Nie… Nie wiem. Chyba nie – powiedziałam, ale sama nie byłam tego pewna. – Ale podczas snu mam wrażenie, że podróżuję.
Uniosła brwi, a w jej oczach pojawiło się zaciekawienie.
– Może pani opisać te podróże?
Przełknęłam ślinę, zastanawiając się, czy powinnam zdradzić więcej. W końcu odetchnęłam głębiej i podjęłam decyzję.
– Tak. Zawsze podczas takich wypraw słyszę odgłosy, czuję smaki i zapachy. Ostatnio byłam w jakimś mieście, chyba we Francji. Brukowana ulica lśniła w zachodzącym słońcu, a powietrze pachniało kawą i świeżym pieczywem. Kamienny trotuar rezonował odgłos moich kroków, gdy przyspieszałam, chcąc zdążyć kupić pachnącego croissanta. Zajrzałam do piekarni – nie było ich. Tylko bagietki.
Zamilkłam na chwilę, zamyślona.
– W końcu znalazłam chaussons aux pommes. Piękne, złociste, pachnące jabłkami.
Pamiętam, jak wzięłam wdech, chcąc chłonąć ten moment. I wtedy…
Psycholożka nachyliła się lekko do przodu.
– Tak?
– Powiedziałam Une demi-baguette, s’il vous plaît! – powiedziałam odważnie – Jakby to było zupełnie naturalne.
Zamiast się uśmiechnąć, psycholożka przez chwilę milczała.
– Wygląda na to, że brakuje pani podróży – zauważyła, uważnie mi się przyglądając.
Westchnęłam i wzruszyłam ramionami.
– Tak. Bardzo. Ale w tej chwili nie mogę sobie na nie pozwolić. Dlatego mam sny. Smakuję w nich, podziwiam, czuję, jakbym była tam naprawdę. W pewnym stopniu rekompensują mi one rzeczywistość.
– Czyli oszukuje pani siebie? – uniosła brew.
Jej pytanie było jak cios, ale zamiast się zirytować, uśmiechnęłam się lekko.
– Tak. Z premedytacją. I sprawia mi to ogromną przyjemność.
Psycholożka poprawiła sukienkę, ale widziałam, że nie da mi tak łatwo spokoju.”