Wydana w 2012 r., wyd. Prószyński i S-ka

„Rozmowa z panią Helenką przy pomniała mi pierwszą zimę w moim
„sielankowie”. Jeszcze do dziś jest mi siebie żal; nie by łam przy gotowana na tak ostry i długotrwały atak mrozów.
Oszczędzałam drewno i z obawą śledziłam prognozę pogody, zaklinając nadejście bardziej przyjaznego frontu atmosferycznego. Kolejna zima była równie bezwzględna jak poprzednia, ale na jej srogie oblicze by łam już odpowiednio przy gotowana. Miałam duży zapas drewna do kominka i centralne ogrzewanie. Pierwszy śnieg zawsze powoduje paraliż okolicy i wtedy właśnie wszyscy sąsiedzi jednoczą się przy łopatach wobec żywiołu. Sąsiedzka solidarność jednoczy się bezapelacyjnie przy każdym obfitym ataku białego puchu, który w jednej chwili odcina nas od cywilizacji. Sama się sobie dziwię, ale na moim końcu świata polubiłam zimę, nawet jeśli bywa bezlitosna i ostra.
Jeśli już jestem przy plusach i minusach niekorzystnej aury w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi (jak mówią złośliwi; ja wolę określenie „w miejscu oddalony m od cywilizacji”), warto wspomnieć o jesieni i jej słynnych humorach. No cóż, moje „sielankowo”, mój Miłków, wyleczyło mnie z zapadania na jesienne doły, chandry i inne dolegliwości, spowodowane sinoszarym, zapłakany m niebem. Minęły
lata od czasu, kiedy z ogromną niechęcią, a wręcz pod przy musem, wy chodziłam z ciepłych, domowych pieleszy, i wracałam czym prędzej, by natychmiast zaszyć się pod ciepły m kocem z kubkiem gorącej herbaty z cytryną, z książką w ręku lub laptopem u boku.”